Targi Poznańskie 1956

W czasach przed Internetem, komórkami i relacjami na żywo w telewizji (w pewnym sensie właściwie przed telewizją na skalę masową), czyli nieco ponad sześćdziesiąt lat temu, Międzynarodowe Targi Poznańskie były jednym z niewielu okien, przez które można było sobie popatrzeć na ten wspaniały, kolorowy świat za żelazną kurtyną. Bo wtedy ta kurtyna z lekka się uchylała…
I mimo, że na pewno wyjazd do Poznania wiązał się dla Jasi ze sporym wydatkiem, starała się bywać tam, żeby się napatrzeć, nadziwić, poznać nowych ludzi, poczuć powiew świeżego powietrza.
Pojechała tam również w 1956 roku. Pocztówka z pozdrowieniami, które wysłała swojej mamie zachowała się wśród wielu innych.

Miedzynarodowe Targi Poznańskie 1956

Nasza ulica Krakowska nosiła wtedy imię nieżyjącego od trzech lat Stalina, podobnie jak Stalinogród był oficjalną nazwą nieodległych Katowic – od trzech lat właśnie. Do nazwy Katowice powrócono już wkrótce, w październiku 1956 roku i pewnie Krakowska stała się na powrót Krakowską. Muszę przy okazji sprawdzić koperty wysyłanych do Andzi listów od Olka, który był wtedy w wojsku.

Nie wiem, czy w „czarny czwartek” 28 czerwca, kiedy rankiem w Zakładach Cegielskiego w Poznaniu wybuchł strajk, który przerodził się w spontaniczny protest przeciwko władzy Jasia już była w Poznaniu, czy dopiero tam zmierzała, żeby w sobotę 30 czerwca wysłać kartkę do mamy. Kiedy tam przyjechała musiała widzieć ślady walk ulicznych. To właśnie po ich stłumieniu, 29 czerwca premier Cyrankiewicz w przemówieniu radiowym wygłosił te słynne słowa :”Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji…”
To dzięki XXV Międzynarodowym Targom Poznańskim, które wówczas trwały w mieście, świat dowiedział się o proteście robotników. Uczestniczyli w nich wystawcy z blisko czterdziestu państw, także z Europy Zachodniej. 28 czerwca przez teren Targów przeszedł tłum demonstrantów, którzy chcieli wykorzystać okazję do poinformowania świata o niepokojach w Polsce. Bardzo szybko informacje o protestującym tłumie obiegły świat. Gdyby te demonstracje odbyły się w innym mieście, prawdopodobnie nikt by o nich nie usłyszał. Na ulice Poznania wysłano wtedy około 8 tysięcy żołnierzy, 300 czołgów, kilkadziesiąt transporterów opancerzonych i samoloty. Pojedyncze walki w mieście trwały  jeszcze 30 czerwca rano. Śmierć poniosło wówczas 79 osób, a rannych było ponad 600.
Jasia w tym dniu przesłała zdawkowe pozdrowienia. To były czasy, kiedy bezpieczniej było nie pisać na takie tematy, zwłaszcza w odkrytej kartce pocztowej.
Nie jestem też pewna, czy to właśnie na tych jubileuszowych Targach poznała Włochów, którzy przywieźli z Mediolanu nowoczesne ekspresy do kawy marki Faema i z którymi zrobiła sobie dwa pamiątkowe zdjęcia, bo na MTP jeździła prawie co roku, nawet później, kiedy ja już byłam na świecie. Ale te zdjęcia na pewno pochodzą z wcześniejszego okresu, może właśnie z 1956 roku?

Właściwie, to chciałam tutaj pokazać tylko te dwie fotografie. Potem znalazłam tę kartkę wysłaną do Andzi i skojarzyłam datę z niej z wydarzeniami poznańskimi w czerwcu 1956 roku… Dlatego postanowiłam i o tym napisać.
A tak naprawdę interesuje mnie głównie, jak to się stało, że te zdjęcia powstały. Jasia nie znała włoskiego, a nawet jeśli udało im się jakoś porozumieć, to jak to się stało, że siedziała tam wtedy przy ich stoliku? Może była jakaś degustacja kawy i atrakcyjna wysoka brunetka, Jasia miała 172 cm wzrostu, zwróciła uwagę wystawców na tyle, że zaprosili ją do wspólnego zdjęcia? Może myśleli, że jest ich potencjalnym partnerem biznesowym, a ona weszła w tę rolę? Doskonale umiała znaleźć się w każdej sytuacji, w ogóle nie miała kompleksów. I absolutnie nie wyglądała na „bidulkę” z małego miasteczka, która jeśli pija kawę, to wyłącznie tradycyjną „plujkę” zaparzaną w szklance.
Sukienka, którą ma tu na sobie pochodziła prawdopodobnie z paczki od ciotki Cecugowej z Ameryki; wtedy, w latach pięćdziesiątych czasem takie paczki przychodziły. Miała wzór w zygzaki biało-szafirowe, prawie granatowe. Wiem to na pewno, bo mama nosiła ją jeszcze, kiedy byłam mała, a potem przerobiła, zupełnie zmieniając fason, na taki z odkrytymi plecami, na które zakładała białą ażurową chustę własnoręcznie zrobioną szydełkiem. I ta sukienka, i chusta są w domu do dziś! Muszę je odświeżyć i przymierzyć. Może tego lata uda mi się założyć sukienkę, którą moja mama nosiła ponad sześćdziesiąt lat temu? I po raz kolejny poczuć tę niezwykłą łączność z czasem, kiedy mama była młodą, pełną marzeń dziewczyną, której wydawało się, że wszystko jest możliwe…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s