Jurek Jaworski z Trentowca

Dzisiaj mija kolejna rocznica ostatniego apelu w obozie w Boguminie, po którym wszyscy więźniowie w tym moja mama z bratem i rodzicami znaleźli się w Marszu Śmierci. Pisałam o tym kilka lat temu [KLICK] Coś chyba kieruje tym moim pisaniem, bo wczoraj, kiedy pełna wyrzutów sumienia związanym z długim brakiem aktywności na blogu postanowiłam w końcu coś napisać i zaczęłam przeglądać teczki i pudełka z dokumentami, nie zdając sobie sprawy z tej rocznicy natrafiłam na kolejne listy, które pośrednio się z nią wiążą.


 Zupełnie mi nie znany Jurek Jaworski z Sierszy, który na kopercie podaje adres: Trentowiec 155, wiosną 1948 roku napisał do mojej osiemnastoletniej mamy dwa listy. Wysłał je do Polanicy na adres Gimnazjum Zdobienia Szkła. Pierwszy z datą 7 kwietnia 1948 jest odpowiedzią na list Jasi, który był dla Jurka dużą niespodzianką. Z listu Jurka wynika, że Jasia zaadresowała swój list na adres jakiegoś Romka, co zdaje się miało związek z tym, że w czasie wojny mieszkanie rodziny Jurka było zarekwirowane przez Niemców i jak sam pisze, nie wiedział, gdzie po powrocie będzie mieszkał. Po powrocie z obozu…

„Zarzucasz mi zatarcie za sobą śladów, trochę niesłusznie, przecież nie znałem Twojego adresu. Wiesz Jasiu, wraz z Twoim listem przyszły do mnie wspomnienia kilku ostatnich lat. Przyznaję, że nie lubię do nich wracać. To życie pod okupacją i tułaczka po obozach wzbudzają zbyt wiele nienawiści.(…) Masz rację, że przyjaźń, którą zrodziły wspólne przeżycia w obozie i borykanie się z niemiecką okupacją prędko nie rozleci się.”
Pisze dalej, że ukończył liceum, w ubiegłym roku zdał egzamin dojrzałości, ale nie dostał się na Politechnikę Wrocławską „mimo usilnych starań”. 
„Na przeszkodzie stanął brak miejsca, bardzo dużo nas młodych pragnie się uczyć.” Wspomina, że zimą miał praktykę w pracowni chemicznej Zakładów Hutniczych w Trzebini, a teraz przygotowuje się do następnych egzaminów, bo ma nadzieję „dostać się wreszcie w tym roku na chemię”.
Pyta Jasię, czy ma kontakt ze znajomymi z obozu w Boguminie, jemu udało się skontaktować z p. Gajem, który jest teraz inspektorem w PKP i mieszka w Wadowicach. Chciałby jej zdjęcie, bo boi się, że mógłby jej nie poznać.
Następny list zaczął pisać 18 maja 1948 roku, ale z treści wynika, że kończy go dopiero po dwóch tygodniach, bo w międzyczasie trafił do szpitala z powodu „ślepej kiszki”. 
Pisze trochę o urokach wiosny w Sierszy: „Nie wiem, czy pamiętasz dobrze Sierszę? Jest u nas ładnie, zwłaszcza na wiosnę i w lecie. Pełno lasów wokół i mimo dość licznych zakładów przemysłowych wcale nie ponuro.” Przygotowuje się do „wykorzystania letnich miesięcy”: razem z kolegami remontuje i „konstruuje” kajaki na „planowaną wycieczkę Wisłą”, choć obawia się, że może zostać powołany do czynnej służby SP (Służba Polsce).
Ma jednak nadzieję, że uda im się w końcu spotkać i porozmawiać, kiedy Jasia przyjedzie na wakacje do Trzebini. Jest też ciekawy, czy Jasia jest nadal w harcerstwie.
Nie mam pojęcia kim był Jurek Jaworski… Chyba nie był to jakiś bliski krewny ppłk. pilota Edwarda Jaworskiego, którego imię nosi rondo w Trzebini, bo ten pochodził z zupełnie innej części naszego miasta. Zresztą Siersza do końca 1968 roku była oddzielną miejscowością.

Razem z listami Jurka wpadły mi wczoraj w ręce dwa, nie znane mi wcześniej, listy Andzi do Jasi pisane w tym samym okresie. Czy to nie jest dziwne?
Pierwszy pisany dwa dni wcześniej od pierwszego listu Jurka –  5 kwietnia, w poniedziałek. Tydzień wcześniej obchodzono Wielkanoc. Z treści wynika, że Jasia była w Trzebini i wyjechała we wtorek lub we środę, bo tuż po tym, we środę wieczorem „przyjechała p.Nela”. Chodzi o Nelę Muchę, pochodzącą z Czeskiego Cieszyna, która także była w obozie Boguminie.

Na tym zdjęciu siedzi ze swoim bratem Frankiem. Z tyłu, w samym środku stoi Jasia. O koleżankach z lagru też już kiedyś pisałam.
Zatem Nela była w Trzebini, „przypadkowo spotkała się z Janką Knapik koło Pactwy i ona ją przyprowadziła. Cośmy się nagadały, to szkoda mówić – całą noc, ogromnie żałowała, żeś odjechała (…) Nie wiem, czy pamiętasz Danusię z lagru, zaręczyła się z Kazikiem Czerwińskim.”
Andzia pisze też o Olku (wówczas trzynastoletnim), który jest w sanatorium dziecięcym w Kętach – odwiedziła go w piątek: „Dobrze się czuje, walizka dotąd się nie znalazła”.
Przy okazji dowiaduję się, że w 1948 roku Andzia wynajmowała komuś lokal sklepowy w naszym domu: „Prawdopodobnie, że w tym tygodniu otworzę sklep, już towar przywieziony, byli dziś u mnie państwo Kotyrbowie, ma być galanteria i buty.”
Pisze też o „chałacie z lagru”, niebieskim, który Jasia ma w Polanicy,  a ona go potrzebuje.
Martwi się butami dla córki, które zamówiła „u Kazka” i które mają kosztować 5000 zł.
Czeka też na obiecaną paczkę z Ameryki od ciotki Cecugowej. W dopisku wspomina o „tej małej Felka„, chyba chodzi o ciocię Jadzię z Czeladzi,, która wtedy się urodziła, pisząc że „miała już dwie operacje, ledwo ją uratowali”.
Drugi list jest z 21 kwietnia i zaczyna się – jak żaden inny – od „Kochana Jańciu!”. Może dlatego tak ciepło, bo zbliżają się urodziny Jasi, a Andzia, jak pisze, marzyła, że pośle jej w prezencie buty, ale nigdzie nie ma takiego numeru. Marian (nie wiem, o kogo chodzi) pojechał szukać, ale nie ma pewności, czy coś przywiezie. Buty „od Kazka” najwyraźniej podrożały, bo Andzia pisze, że sprzedała stare buty Jasi za 3500 zł a drugie tyle musi dołożyć. W Trzebini funkcjonował już chyba sklep Bata, bo Andzia ma jakieś wieści, że „do Bata mają przyjść meszty białe, nie takie jak Tobie kupiłam, tylko jak półbuty, ale mają kosztować 1700 zł”. Meszty… to słowo przypomniało mi, że mama zawsze tak mówiła na tenisówki. Nigdy inaczej.
Buty dla Jasi to był bardzo często przedmiot zmartwienia jej mamy. Ogólnie trudno było pewnie dostać, ale duży jak na dziewczynę rozmiar stopy córki (42) sprawiał, że był to jeszcze większy problem. Właściwie w prawie każdym liście Andzia martwiła się, czy Jasia ma w czym chodzić i czy nie marznie. 

A o Jurku Jaworskim ani słowa… Wygląda na to, że Jasia nie wspomniała jej, że nawiązała kontakt z kolegą z obozu. Dlaczego?
Bardzo jestem ciekawa, jakie były jego dalsze losy. Czy udało mu się dostać na wymarzone studia, czy został chemikiem? Być może uda się to ustalić, bo przecież musiał mieć jakąś rodzinę, która może po dziś dzień mieszka na Trętowcu (tak  dzisiaj pisze się tę nazwę), choć nie wiem, do czego można by odnieść numer 155, może do ulicy Grunwaldzkiej w Sierszy? 

A na koniec jeszcze jedno zdjęcie z „obozowych czasów” znalezione w dokumentach Olka. Zrobione je w tym pierwszym „lżejszym” obozie, we Frysztacie,  i chyba na samym początku – wiosną 1942 roku. Niestety, jeśli wierzyć opisowi, nie ma na nim Jurka Jaworskiego z Trentowca.

Reklamy

3 myśli na temat “Jurek Jaworski z Trentowca

  1. Kiedy widzę taki ciekawy artykuł okraszony wspaniałymi fotografiami to zaraz mam ochotę powtórzyć za moim Tatą: „Właśnie dlatego warto robić zdjęcia! A potem koniecznie je opisać”. Dzięki nim tyle możemy zobaczyć, tyle się dowiedzieć, czy też chociaż domyślać. Wspaniałe ma Pani to domowe archiwum, materiałów na bloga chyba nigdy nie zabraknie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ma Pani rację! Trzeba pamiętać, żeby zrobione zdjęcia opisać – tylko nam wydaje się, że to przecież jasne, kto jest na zdjęciu i gdzie zostało zrobione. Dla następnych pokoleń nie jest to już takie oczywiste.

      Polubienie

  2. Zaraz po opublikowaniu tego postu, jedna z czytelniczek napisała mi, że Trętowiec 155 to dzisiejszy nr 94. Mieszkała tam jej mama – w budynku były 4 mieszkania, a państwo Jaworscy mieli adres 94/4. W tych budynkach mieszkali wcześniej sami dyrektorzy i inżynierowie z kopalni, pan Jaworski był właśnie inżynierem. Dziadkowie czytelniczki wprowadzili się tam w 1959 roku, Jaworscy już tam wtedy mieszkali. Mieli córkę Barbarę, urodzoną ok.1941 r. Ta pani mieszka prawdopodobnie na ul.Trzebińskiej w Chrzanowie. Możliwe, że Jurek był jej starszym bratem, który w 1959 już nie mieszkał na Trętowcu, dlatego mama Czytelniczki nic o nim nie wie. Rozważałyśmy też możliwość, że to inż. Jaworski jest Jurkiem z tych listów, ale córka urodzona w 1941 to wyklucza – Jurek mógł być jej dużo starszym bratem. Skoro maturę zdawał dopiero po wojnie i to nie od razu, prawdopodobnie urodził się po 1922r.
    Może ktoś zna p. Barbarę z d. Jaworską, mieszkankę Chrzanowa?
    To może nie tak ważne, ale jednak chciałabym dowiedzieć się, jak potoczyło się jego dalsze życie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s