Staszek Mazurek ze Świdnicy

   W czasie, kiedy Józek Misztela adorował Jasię i słał do niej swoje poetyckie listy, był jeszcze co najmniej jeden młody mężczyzna, którego zauroczyła moja niespełna osiemnastoletnia mama. Zachował się na to dowód w postaci listu z 2 marca 1948 roku (pierwszy list od Józka był z czerwca 1947, a ten w, którym wił się jak piskorz, nie umiejąc wprost napisać, że zrywa,  z lutego 1949.

listy od S. Mazurka 2

listy od S. Mazurka 1

Zatem miej więcej w środku tego „sympatyzowania” z Józkiem, Jasia poznała w Polanicy niejakiego Staszka Mazurka ze Świdnicy (rym niezamierzony). Nie wiem, co Staszek robił w Polanicy, ale jak wynika z dalszej części listu poznał tam nie tylko Jasię, ale także jej koleżanki. Ale to właśnie w Jasi najwyraźniej się zakochał, bo mimo, że list zaczyna się od słów: „Szanowna Koleżanko!!!”, to w dalszej jego części, w sposób nie mniej uduchowiony, co Józek, pisze o tym, że „słodkie wspomnienia” krótkiego pobytu w „waszej miłej Polanicy” pozostaną w nim na długi czas. I o tym, jak mu serce pękało w chwili pożegnania. To było ich pierwsze spotkanie, bo wyraża nadzieję, że się zobaczą, bo „straszną męką byłoby, gdyby to było pierwszy i ostatni raz„.

img20180929_14134712
To zdjęcie pochodzi z polanickiego okresu, być może było wklejone do legitymacji, bo w rogu widać fragment pieczątki Gimnazjum Zdobienia Szkła. Jasia była naprawdę śliczną dziewczyną, przy tym wysoką i zgrabną, i mogła się podobać wielu chłopcom. Ale czy wszyscy młodzi ludzie pisali wtedy w ten sposób o swoich uczuciach, czy tylko Jasia miała szczęście do takich uduchowionych wrażliwców?  Cały czas tytułując ją „koleżanką” pisze, że zaczarowały go jej piękne czarne oczy, że o niej śni, że cały czas ma ją przed oczyma, zamyka oczy, otwiera i sen pryska… I  „gdybym miał skrzydła orła, to wzbiłbym się wysoko, hen pod same chmury i poleciał do Polanicy”. A kończy, bo nie może już więcej pisać, gotów się rozpłakać…
Ha, ale jakie ciekawe jest zakończenie: „Przesyłam moc pocałunków dla dziewczynek. A dla Koleżaneczki serdeczny uścisk.” A zaraz potem: „Błagam o odpis, dobrze?”, po czym podaje swój adres: Świdnica, ul.Nadbrzeżna 43. Sprawdziłam na mapie google: ulica Nadbrzeżna znajduje się całkiem niedaleko Kościoła Pokoju w Świdnicy, a pod nr.43 stoi niewielki zadbany domek, który mógł stać tam już siedemdziesiąt lat temu. Może przypadkiem trafi tu ktoś z jego mieszkańców i rozpozna w jednym z dwóch młodzieńców na zdjęciu swojego dziadka? Który to?

staszek Mazurek 15.05.48
                              „Sympatycznej Jennie – Staszek ze Świdnicy. 18 V 48r.”

Tak właśnie zaczął ją nazywać: Jennie. Tuż po wojnie językiem obcym, którego uczono się w szkołach nie był jeszcze rosyjski (jako obowiązkowy wprowadzono go dopiero w 1949 roku), lecz angielski. Może to stąd takie angielskie zdrobnienie imienia Jasi?

Jennie
Zdjęcie  przysłał w jednym z tych dwóch listów, w których zwraca się do niej: „Kochana Jennie!!!” Zawsze z tymi trzema wykrzyknikami.
Oba listy są tak pełne wyznań miłości! Pierwszy napisał 26 kwietnia 1948 roku, tuż po jej 18 urodzinach, które obchodziła dwa dni wcześniej: „Przy Tobie zawsze jestem myślą – czy to w pracy, czy we śnie. (…) Nie wiem, czemu to przypisać, że ja Cię tak mało znam i potrafię Cię tak kochać. Jeszcze nie kochałem w życiu nikogo, tak jak Ciebie kocham.(…) Wieczna tęsknota mnie pożera.(…) Och! Jaki to straszny ból. Kochanie, jak tęsknię do Ciebie.” W drugim liście, napisanym w trzy tygodnie po pierwszym, Staszek żali się, że tak długo musiał czekać na odpowiedź i pyta: „Powiedz Kochanie, tak szczerze z ręką na sercu, czy Ty mnie choć troszkę koch…” i zaraz się asekuruje: „Ale nie, to nie można tak powiedzieć, bo się za mało znamy, no po prostu czujesz sępatię? Wyraźny dowód dają Twoje rzadko pisane listy.(…) Serce mi łka z żalu.(…) jest jedna dziewczyna, która mogłaby dać mi szczęście, ale ona o mnie zapomina. Tak Kochanie przykro mi jest z tego powodu.”
Boże, jak mnie wzruszają te wyznania, obawy, niedokończone: „koch…” i ta … „sępatia”!

Staszek cierpiał, bo domyślał się, że Jasia woli innego chłopaka, z którym się częściej widuje. Wtedy posłał jej to zdjęcie, na pamiątkę, gdyby już nie chciała z nim pisać. Wyjaśnił, że innego nie ma, a na tym jest z bratem. I zasyłając „serdeczny uścisk i długi pocałunek” poprosił o „odpis„.

Utrzymywali  kontakt  jeszcze co najmniej kilka lat, Staszek nawet bywał u Jasi, chyba ich jednak coś łączyło. Może po zerwaniu z Józkiem Misztelą, Jasia popatrzyła na Staszka łaskawszym okiem? Niewykluczone, że Staszek mieszkał potem gdzieś w okolicy Trzebini, co sugeruje treść listu z 1952 roku. Ten list , napisany 25 lipca 1952 roku jest o tyle ciekawy, że Staszek napisał go … na Hali Gąsienicowej. List pisał w schronisku Murowaniec w piątek, donosząc, że razem z kolegą są już od środy w Tatrach. Czekają, razem z innymi turystami w schronisku, na lepszą pogodę, bo cały czas pada deszcz. Był już na Kasprowym Wierchu, na Żółtej i Zamarłej Turni i na Kościelcu. Żałuje, że Jasi tam nie ma (pracowała już wtedy w Elektrowni Jaworzno II) i opisuje, jak wygląda życie w schronisku, kiedy pada deszcz: „Mój kolega „przeprosił” łóżko i w błogim śnie rozpoczął „kimono”. Pozostali turyści grają w karty lub zabawiają się ze swoimi sympatiami przy głośniku radiowym, ja natomiast jestem też przy Tobie Jasiu – ale myślą… Nie jest tak przyjemnie, jak na „historycznej polance”(…) Do czasu mojego powrotu powinnaś Jasiu naprawić sobie rower, ewentualnie poprosisz o to swojego braciszka, byśmy mogli w najbliższym czasie urządzić sobie wycieczkę. Zgoda?”
Z listu Staszka można się też dowiedzieć, że latem 1952 nocleg w Zakopanem kosztował 14 zł za osobę. A moje przypuszczenia, że być może mieszkał wtedy gdzieś w naszych okolicach wzięły się z tego: „W każdym razie, gdy przyjadę do domu, przypuszczam, że odważę się zadzwonić do Twojego domku. Oby tylko nie ukazała się Twoja Mamusia, bo jak dotąd bardzo się jej boję.”

Andzia, moja kochana babunia, do końca życia kochająca swojego Sierożkę, była postrachem dla absztyfikantów mojej mamy! I z tego, co słyszałam, nie tylko dla nich. Ach, jakże pozory mylą i jakże historia lubi się powtarzać…

 

5 myśli na temat “Staszek Mazurek ze Świdnicy

  1. Tak, kiedyś to były listy… Czar słowa, kultura języka. Wspaniałe! Trudno obecnie uświadczyć w rozmowach tego typu grzecznych zwrotów. Czasem słuchając innych mam ochotę zatkać uszy… A wiadomości SMS, czy e-mail często giną w czeluściach telefonów, czy też komputerów. Dziękuję za kolejny sympatyczny tekst okraszony fotografiami.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że po nas, mimo tej całej technologii, niewiele zostanie. Za kilkadziesiąt lat nasze wnuki nie odkryją tych wszystkich uniesień młodości swoich dziadków. Bo nie ma listów na najtrwalszym nośniku. Na papierze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s