Anna Randee, pierwsza żona dziadka Jana

Dokładnie 95 lat temu, we wtorek 12 czerwca 1923 roku, może w równie upalny dzień, w wieku niespełna dwudziestu siedmiu lat zmarła Anna Nowakowa, pierwsza żona mojego dziadka Jana. Kiedy pisałam o niej po raz pierwszy, wiedziałam niewiele ponad to, co przekazała mi Mama, znająca jej postać też przecież z przekazu słownego swojej mamy, mojej babci Andzi, która niejako „zastąpiła” Annę u boku Jana. Potem, dzięki „śledztwu” w atrachańskich archiwach, które na moją prośbę przeprowadził polski ksiądz przebywający w tym mieście, dowiedziałam się znacznie więcej. Chciałabym teraz, w rocznicę jej śmierci złożyć w całość wszystko, co wiem, bo jej historia jest naprawdę niezwykła.

Anna i Jan z Julkiem m

Z jedynego zachowanego zdjęcia, zrobionego w krakowskim atelier Józefa Neidra przy Karmelickiej 21 spogląda kobieta, która według dzisiejszych kanonów urody nie wydaje się jakoś szczególnie atrakcyjna, choć w rodzinie przetrwała legenda, że była wyjątkowo piękna, a dziadek był o nią niezwykle zazdrosny. Choć jej twarz jest niewątpliwie intrygująca i przywodzi mi na myśl, sama nie wiem czemu, posągi ze starożytnego Rzymu, sprawia wrażenie starszej, niż jest w rzeczywistości: jest rok 1921, Anna ma zatem dwadzieścia pięć lat. Ma na sobie dyskretną, piękną biżuterię, przywiezioną z rodzinnego domu z Astrachania, tę którą wiele lat później przywłaszczyli sobie ludzie, którzy myśleli, że wojna usprawieliwia takie przestępstwo wobec kogoś, kto im zaufał. Fryzura Anny, bardzo modne na początku lat dwudziestych karbowane włosy, świadczy o tym, że nawet mieszkając na prowincji podążała za modą. Musiała mieć w domu specjalne urządzenie, za pomocą którego nadawano włosom tę specjalną formę. To też w pewien sposób świadczyło o statusie społecznym rodziny. Zresztą sam fakt wykonania zdjęcia nie u lokalnego fotografa, ale wyjazd w tym celu do Krakowa, do jednego z renomowanych atelier, i to z malutkim dzieckiem (zatem zapewne samochodem) też to potwierdza.
Jan, wówczas trzydziestodwuletni, pracował już – od sierpnia 1920 roku – jako szofer dyrektora kopalni „Artur” Michała Dunajeckiego.  Wcześniej przez rok był tam zatrudniony jako ślusarz maszynowy, ale posiadając od sierpnia 1919 roku prawo jazdy szybko awansował, stając się nie tylko szoferem pana dyrektora, ale też jednym z jego najbardziej zaufanych pracowników.
Między rodzicami siedzi Julek, urodzony 25 października 1920 roku w Sierszy, gdzie wtedy mieszkali. Zawsze myślałam, że był ich pierworodnym dzieckiem, byłam też pewna, że małżeństwem byli od niedawna, od czasu ucieczki przed bolszewikami. Okazało się, że prawda była inna.


Na tym zdjęciu Anna jest już w ciąży – na początku lutego 1922 roku urodzi się kolejne dziecko Nowaków – Ania, której chrzestną matką zostanie moja babcia Andzia.
Historia Anny i Jana jest niezwykła nie tylko dlatego, że Anna zmarła tak młodo, zostawiając podobno szaleńczo kochającego ją męża i malutkiego synka. Nawet nie dlatego, że „zastąpiła” ją u boku Jana kolejna Anna, moja babcia, która zdaje się była jej najbliższą serdeczną przyjaciółką – tutaj w Polsce.
Niezwykłe dzieje pierwszej żony mojego dziadka mają związek z jej pochodzeniem. Anna urodziła się 26 lipca 1896 roku w Astrachaniu jako Anna Randee, córka Mateusza i Marii z domu Rot (Ront lub Rond jak podają różne źródła w postaci ksiąg parafialnych, gdzie najczęściej wpisywano nazwiska w wersji fonetycznej). Mama przekazała mi, że pochodziła z arystokratcznej francuskiej rodziny mieszkającej w carskiej Rosji. Z informacji znalezionych przez ojca Waldemara, salezjanina, który pomagał mi w moich poszukiwaniach, wynika, że była „kolonistką” z wioski Libental w guberni samarskiej. Ale należała do parafii katolickiej w Astrachaniu, oddalonym kilkaset kilometrów od tamtej miejscowości. Określenie „kolonista” oznaczało przesiedleńców, głównie z Niemiec, w mniejszej liczbie także z Francji, którzy przybyli tu w XVIII wieku za czasów carycy Katarzyny i osiedlili się nad Wołgą. Nazwiska przodków Anny, które również odnalazł w archiwum o. Waldemar wskazują na pochodzenie niemieckie ze strony matki i prawdopodobnie francuskie ze strony ojca. A miejscowość, z której pochodzili rodzice Anny (Libental) założyli w 1859 roku mennonici przybyli na te tereny z Prus, z okolic Elbląga. Tych mennonitów można w uproszczeniu określić jako europejskich amiszów. Niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, że Anna była ich potomkinią. Była jednak parafianką parafii rzymsko-katolickiej w Astrachaniu (a mennonici to przecież protestanci). I ten fakt, ta przynależność religijna Anny, jest dla mnie nadal zagadką.
Kiedy dziadek Jan w 1911 roku przybył z trzebińskiej Górki do Rosji, rodzina Randee mieszkała już w Astrachaniu, mimo, że ojciec Anny był „kolonistą wioski Libental”, a matka „kolonistką wioski Lucern”. Byli bardzo dobrze sytuowani, stąd pewnie ten przekaz o arystokratycznym pochodzeniu. Zdaje się, że dziadek znalazł u nich zatrudnienie, może nawet tam właśnie nauczył się prowadzić samochód (choć oficjalnie „kierownikiem samochodu” został dopiero kilka lat później składając w Krakowie odpowiedni egzamin). I pewnie wtedy wpadła mu w oko siedemnastolenia córka państwa Randee – Anna. Był od niej siedem lat starszy i …bardzo przystojny z tymi swoimi błękitnymi oczyma. Poza tym, tak się domyślam, był też bardzo zaradny, wszystko umiał naprawić, miał też tę cechę, którą dziś określa się „open mind” i chyba na tyle skutecznie zawrócił w głowie tej młodej dziewczynie, że 24 listopada 1913 roku wzięli ślub.

zapis-o-ślubie-Jana-i-Anny-male

Pamiętam, w jak ogromnym szoku byłam, kiedy o. Waldemar przesłał mi zdjęcie tego wpisu mówiącego o zawarciu ślubu między Janem i Anną. Byłam przekonana, moja mama też, że Anna została żoną Jana dużo później i że była to swego rodzaju transakcja: kiedy wybuchła rewolucja, bolszewicy zabili rodziców Anny, a ona „ubłagała Jana, który pracował u nich jako szofer, żeby ją ratował, w zamian za co zostala jego żoną”. Faktem jest, że Nowakowie uciekli w 1918 roku z Rosji, podobno w chłopskim przebraniu, ukrywając zaszyte w odzieży rodowe klejnoty Anny, ale … małżeństwem byli wówczas już od pięciu lat! Kto wie, czy dziadek sam nie podał rodzinie w Polsce takiej wersji wydarzeń, bo zdaje się nie wspomniał też o córeczce, którą mieli z Anną w Astrachaniu. Bronisława-Wanda urodziła się 17/30 marca (ta druga data wedlług obecnie obowiązującego kalendarza) 1915 roku – 14 miesięcy po ślubie rodziców. Żyła tylko pięć miesięcy i zmarła 18/31 sierpnia 1915 roku. Z książeczki wojskowej dziadka wynika, że w 1915 został wcielony do armii carskiej i do 1918 służył w 230 pułku piechoty. Potem uciekli do Polski. Moja wyobraźnia podsunęła mi kiedyś myśl, że oprócz Broni mogli mieć jeszcze jakieś dziecko, które być może musieli zostawić, żeby udała się ta ich ucieczka… I może dlatego dziadek, kiedy wrócił na Górkę do Trzebini, zataił, że Anna jest już od pięciu lat jego żoną, bo ktoś mógłby dopytywać o dzieci, które przecież w tak długim czasie powinny przyjść na świat.
Zachował się paszport dziadka, dzięki któremu przekroczyli wówczas granicę. Pisałam o tym jakiś czas temu. W każdym razie w tym paszporcie wpisano, że Jan jest już „żeniat” i że z zawodu jest „szaffior”.

Paszport dziadka m

Do Polski przybyli prawie dokładnie wtedy, kiedy nasza ojczyzna odzyskała niepodległość. Początkowo zamieszkali na Górce w rodzinnym domu Jana. Nie wiem, czy Anna znała język polski. Jeśli nawet, to chyba niezbyt dobrze. Oprócz rosyjskiego mówiła po francusku (moi starsi krewni twierdzili właśnie, że Anna była Francuzką)  i pewnie po niemiecku. Chyba czuła się tu trochę wyobcowana. I wtedy ktoś wpadł na pomysł, żeby poznać ją z Andzią Domagałówką, córką Ludwiki z Trzebini, mieszkającą wówczas w Czeladzi. Ludwika była cioteczną siostrą Jana (jej matka Marianna, która wyszła za mąż za Błażeja Kołodziejczyka i ojciec Jana byli rodzeństwem).
Andzia musiała dobrze znać język rosyjski (Czeladź, mimo, że leżąca tak blisko, przez lata należała do zaboru rosyjskiego), a poza tym była niemal rówieśnicą Anny. Chyba bardzo się polubiły i Andzia często bywała gościem w Sierszy u Nowaków, którzy wkrótce dostali mieszkanie na Dyrekcyjnej, od kiedy Jan zaczął pracować jako szofer-mechanik na kopalni. W październiku 1920 roku urodził się Julek, a 6 lutego 1922 roku – Anna. Jej matką chrzestną została właśnie Andzia. Pamiętam, jak wzruszyła mnie odnaleziona w domu pocztówka wysłana przez Andzię do „Wielmożnego Pana Jana Nowaka – szofera” i jego żony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wzruszyłam się, bo z treści tej napisanej prawie sto lat temu karteczki wynikało, że oni się naprawdę bardzo lubili. I Andzia nie została później zmuszona do tego małżeństwa…

Może nawet przyjechała, żeby popilnować wtedy ich dzieci, rocznej Ani i dwuipólletniego Julka, kiedy Jan, który tak lubił chwalić się swoją piękną żoną, wybrał się z nią na tę zabawę – pewnie w karnawale 1923 – urządzoną w kasynie urzędniczym w Sierszy, na której Anna, zgrzana, nie dość, że wyszła bez okrycia na pole, żeby się ochłodzić, to jeszcze napiła się zimnej oranżady. Podobno od tego zaczęła się jej choroba. Choć „galopujące suchoty”, na które zmarła 12 czerwca 1923 roku to przecież inne określenie gruźlicy, której raczej nie nabawiła się podczas zabawy tanecznej. Trzy tygodnie wcześniej, 21 maja w wieku 15 miesięcy zmarła mała Ania. Podobno zaraziła się od mamy. W akcie zgonu jako przyczynę śmierci wpisano zapalenie płuc. Jej mama była już bardzo słaba, wiadomo było, że jej dni są policzone. W tym ostatnim czasie to Andzia  przyjechała specjalnie z Czeladzi, zamieszkała u Nowaków i opiekowała się małym Julkiem i pielęgnowała swoją przyjaciółkę. Jan musiał przecież pracować. Poza tym kobieta lepiej nadawała się do roli pielęgniarki, a Andzia miała przy tym doświadczenie w tej materii. Nie tak dawno zajmowała się rannymi powstańcami śląskimi przewożonymi na tereny Zagłębia, także do Czeladzi.

Ponieważ dziura w sercu Andzi po ukochanym Sierożce nie miała szans na wyleczenie, nie protestowała, kiedy uradzono, że dla dobra malutkiego Julka powinna zostać żoną Jana i pomóc mu w opiece nad synkiem. Kochała go zresztą bardzo, czasem z różnych historii związanych z Julkiem wyłania mi się prawda, że był dla niej najbardziej ukochanym, choć nie rodzonym, dzieckiem. Wyszła za mąż za Jana już w pięć miesięcy po śmierci Anny, w listopadzie 1923 roku. Nie ma żadnego zdjęcia z tej uroczystości.
Myślę, że Anna na łożu śmierci mogła ją o to poprosić, wierząc, że tylko Andzia zajmie się z miłością jej malutkim synkiem, a ona, ta dobra, łagodna, taka … jasna Andzia zrobiła to, co należało zrobić.

Andzia_1919

 

Reklamy

3 myśli na temat “Anna Randee, pierwsza żona dziadka Jana

  1. Niesamowite, ile można wyczytać z kilku dokumentów i pamiątek… Zawsze mnie ciekawi Pani blog, a przy opowieściach o Pani Babci wzruszenie odbiera głos. Rok temu straciłam Ukochanego Dziadka (pochodzącego z Trzebini), który tak jak na tym blogu barwnie opowiadał o rodzinie i przeszłości. Szkoda, że jego udar uniemożliwił mi spisanie tych opowieści. Ale zostawił po sobie drzewo genealogiczne i wiele zdjęć oraz dokumentów; kto wie, może kiedyś to uporządkujemy tak jak Pani. Pozdrawiam i życzę dalszych wspaniałych historii.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pani Joanno, niech Pani spisze, wszystko, co Pani pamięta z rozmów z Dziadkiem. Nawet jakieś drobiazgi. Koniecznie! I jak najszybciej proszę zająć się porządkowaniem zdjęć i dokumentów. Nasza pamięć jest tak ulotna, że sama wracając do swoich starszych wpisów, przystaję zdziwiona jakimś faktem, który już zdązył umknąć mojej pamięci…
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

      Polubienie

  2. Wakacje? Tak, tak… Violu, czas wolny, odpoczynek, refleksje, lenistwo :), myślę, ze tydzień wystarczy aby odetchnąć po długim i wyczerpującym bo bardzo owocnym roku szkolnym. Mam nadzieję, że wkrótce przeczytamy następne wpisy. Nie daj się prosić- do dzieła!
    Pozdrawiam prawie wakacyjnie
    BGL

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s