Parę wspomnień pani Aliny dotyczących Żydów…

Kiedy zapytałam ją o przedwojennych trzebińskich Żydów, powiedziała mi o Landauach, którzy mieli dom obok Bryndzkich i u których jej rodzina wynajmowała mieszkanie zaraz na początku, kiedy w 1936 roku przeprowadziła się z Regulic do Trzebini. „Taki czerwony dom, na dole były sklepy. Pani Trębaczowa miała tam sklep, w którym było wszystkiego po trochu”. A z drugiej strony domu Bryndzkich („w którym  miała sklep Jaśkiewiczowa”) był  przed wojną weterynarz Horkawicz (on nie był Żydem) – na zapleczu domu były stajnie, z których korzystał – tam przywożone chore zwierzęta. Wydaje mi się, że jadąc wiaduktem od strony Chrzanowa, można po lewej stronie zobaczyć takie zabudowania, które mogły być tymi stajniami. Znalazłam w sieci przedwojenną książkę telefoniczną, w której jest Jan Horkawicz – kierownik lecznicy weterynaryjnej w Trzebini, ul. Kościuszki 447. „A jeszcze bardziej z tyłu, za tym domem było takie boisko – tam myśmy, młodzież, się schodzili”.
Pani Alinka powiedziała mi, że rodzina Landauów była niemal jak hrabiowie – prawdziwa żydowska arystokracja. Stary Landau – „patriarcha” – miał dwie córki, które również tam mieszkały: Faigę, która kazała na siebie mówić Stefa i drugą, której imienia nie pamięta. Ta druga miała męża i dwie córeczki – młodsza Kaśka była ruda i „wszystko jadła – wołowinę, wieprzowinę – no wszystko!”. Starsza miała na imię Irme, była nieco młodsza od Aliny, ale w kulturze żydowskiej dziewczęta wcześniej dojrzewały, więc była jak jej rówieśnica. Landauowie mieli liczną rodzinę w Izraelu. Pani Alinie wydaje się nawet, że sędzia Landau, który w 1961 roku sądził schwytanego w Argentynie Adolfa Eichmanna był także ich krewnym.
Fajga-Stefa niedługo po wojnie wróciła do Trzebini. Opowiedziała, że dzięki doskonałej znajomości niemieckiego przetrwała wojnę u rodziny pewnego oficera, gdzie była służącą. Zajmowała się też wychowaniem ich dziecka, które nauczyła …języka polskiego. Ta rodzina oczywiście wiedziała, że ona jest Żydówką – Stefa cały czas nosiła opaskę z gwiazdą Dawida. To brzmi wręcz nieprawdopodobnie, ale taką właśnie wersję podała znajomym, którzy szczerze ucieszyli się z jej ocalenia. Potem wyjechała – prawdopodobnie do Izraela.
A  w domu obok mieszkali Sznicerowie. Sznicer był fryzjerem i miał trzech synów: najmłodszy Icek miał około 10 lat, potem był Herman, a najstarszy, którego imienia nie pamięta chodził do Gimnazjum w Chrzanowie, kolegował  się z Marcinkiem, który został później szwagrem pani Aliny. Grali razem w piłkę.
Herman także powrócił na krótko tuż po wojnie do Trzebini, nawet jeszcze przed Fajgą. „Przyszedł do nas, wyściskaliśmy się, wypłakali – z radości, że żyje!” On także, podobnie jak Fajga, wkrótce wyjechał do Izraela.

I jeszcze powiedziała mi „taką ciekawostkę”, która jej się nagle przypomniała: w jednym z „małych domków” na Krakowskiej koło moich dziadków, w stronę ulicy Słowackiego (domyślam się, że chodzi o dom, którego już nie ma – kiedy byłam dzieckiem stał tam jeszcze jeden, teraz byłby dokładnie na wysokości ronda) mieszkała Żydóweczka, która pięknie szyła. Sama była „chodzącą żydowską pięknością” – śliczna dziewczyna! Mówili na nią Perełka. Wszyscy podziwiali jej urodę…

Kiedy pokazałam jej zdjęcie Mosze Klagsbalda, które jest w „Trzebińskich historiach” przypomniała sobie, że Klagsbaldowie mieli sklep w okolicy Rynku, w stronę ulicy Krakowskiej i że jej mama raz na miesiąc robiła u nich zakupy – „dawała karteczkę, co potrzebuje i Klagsbald przywoził to wszystko do domu”.

Pani Alinka wspomina też Żydów, którzy chodzi z nią do szkoły przed wojną. „Byli celerami!”. Nie było żadnych antagonizmów. Był taki zwyczaj, że kiedy po szkole szli do stacji (pani Alinka chodziła do Koedukacyjnego Gimnazjum w Oświęcimiu – tam, gdzie ostatecznie wylądował również Julek), chłopcy brali od dziewczyn tornistry i nieśli je im. Był jeden, Żyd Artek Adler („ja blondynka, on czarny, przystojny chłopak – no patrzył za mną, bardzo go lubiłam”), który zawsze niósł tornister Aliny. Ojciec Artka był przed wojną sędzią lub prokuratorem. Pani Alinka nie wie, co się z nimi potem stało…
Przy stacji w Oświęcimiu Żydzi mieli takie budki – ze słodyczami i „taki inny drobny handelek”. Alina zapamiętała pewną bardzo miłą dziewczynę, do której wraz z całą swoją paczką chodziła na lody. Wszyscy ją bardzo lubili. Pewnego dnia w 1939 roku, kiedy już weszli Niemcy, spotkała ją, gdzieś w okolicy kościoła. Zapytała: „A co ty tu robisz?” – „Uciekamy. Bo wiesz przecież, że my jesteśmy Żydzi…” Alina zapytała ją jeszcze, czy nie boi się tak „bez gwiazdy”, bo nie miała jej na ubraniu i gdzie mieszka teraz , na co tamta odpowiedziała, że „ktoś za kościołem ich przygarnął”. Wtedy powiedziała jeszcze, że będą się starali stąd uciec, bo „tu jest niebezpiecznie”. Pani Alinka pamięta ten moment, kiedy przytuliła ją i powiedziała: ”No to ci życzę, żebyś szczęśliwie…”, a ona tak przylgnęła do niej mocno, mocno… „Powiedziałam jej wtedy nawet: szczęść ci Boże!” – dodała już z oczyma pełnymi łez.
Żydzi z Oświęcimia byli potem w większości przetransportowani do getta w Będzinie. Bardzo prawdopodobne, że później znaleźli się z powrotem – już w Auschwitz…

28 myśli na temat “Parę wspomnień pani Aliny dotyczących Żydów…

  1. Świat, którego już nie ma. Wzruszający. Opowiedziany bez tych, znanych przecież historii antagonizmów polsko- żydowskich. Być może w Trzebini ich nie było, być może Alina się z nimi nie zetknęła. Kiedyś żyliśmy tu razem, jako dwa odrębne narody. Dziś widuję w metrze młodych mężczyzn Żydów, którzy zapuszczają brody i pejsy – chcą na nowo zaznaczyć swoją odrębność. Inni żyją nie pokazując strojem czy „gestem” swego pochodzenia, ale przecież uroda jest tak charakterystyczna. Popularne są w Warszawie dni kultury żydowskiej, można wtedy poznać ten inny świat. A z drugiej strony, nawet w młodym pokoleniu, spotkać można nieprzychylne. lekceważące, wręcz rasistowskie opinie.
    Dziwny jest ten świat.

    Polubienie

    1. Zygmunt Schnitzer to byl moj dziadek. Babcia miala na imie Salomea (Sala). Sredni syn Zygmunta to byl Herman, moj ojciec. On przezyl Auschwitz i Gross Rosen, zostal tam wyzwolony przez Rosjan, zostal we Wroclawiu, zostal lekarzem medycyny i stomatologiem. Zrobil doktorat ze stomatologii, byl adiunktem na Akademii Medycznej we Wroclawiu. Po 1968 r. wyrzycony z uczelni, wyemigrowal na zachod, zmarl w RFN w 1980 r. Pochowany przez najmlodszego brata w USA.

      Polubienie

    1. W przewodniku gospodarczym z 1938 roku, znalazłam zapis, że na ul. Kościuszki 2 swój zakład posiadał Zygmunt Schnitzer (Czy był on synem Faigla a żona miała na imię Sala?).
      Na Kościuszki 182 podobny zakład posiadał Flak Edward.

      B

      Polubienie

      1. A to ciekawe… Gdzie był w takim razie początek numeracji? Ja bym odstawiała,ze przy Narutowicza, a wychodzi na to, że chyba przy Dworcu. No chyba, że to jakiś inny Schnitzer był…

        Polubienie

  2. Na pewno numeracja zaczynała się od dworca bo Sternal (lekarz)według Przewodnika mieszkał na ulicy Kościuszki pod numerem 580. Obecnie w budynku Sternala mieści się Przedszkole (Kościuszki 2).

    Polubienie

  3. Jestem wnuczka Anny Kluger i Pereca Rusin albo Rosin. Moj ojciec Jozef Kluger byl jedyna osoba ze swojej rodziny który przeżył holocaust.
    Urodziłam sie pi wojnie w 1951 roku, wiec nigdy nie spotkałam rodziny mojego ojca.
    Dziadek był szewcem w Trzebini. Ojciec miał siostrę Stele i brata Maxa.
    Ojciec, mama, moja siostra i ja musieliśmy opuścić Polskę po wypadkach marcowych.
    Ojciec już od dawna nie żyje.
    Czy ktoś z Trzebini znał jego rodzine i mógłby mi coś o niej napisać.
    Elzbieta

    Polubienie

      1. Swietnie! Ja tez mam nadzieje, ze moze sie to uda, bo to przecież taki szmat czasu temu. Pani Vijelko, nie bardzo wiem jak na ta stronę wrócić z powrotem do Pani. Pisze te wiadomość na IPAD, ale jak próbowałam znaleźć pani blog na komputerze, wylądowałam w zupełnie innym miejscu i zupełnie sie zgubiłam.

        Polubienie

      2. Po prostu vilejka.blog.pl a potem w okienku wyszukiwarki (po prawej u góry) wpisać interesujący temat, słowo np. Żydzi.

        Polubienie

      1. O ile wiem to nie. Mój ojciec zmarł w 1972 roku. Nie lubił wracać to przeszłości, a ja byłam wtedy za młoda, żeby wiecej wiadomości od niego wyciągnąć. Nazwisko Kluger jest po mojej babci, która o ile wiem urodziła sie w Berlinie w 1880 roku. Nie mam pojęcia czy miała jakaś rodzine w Trzebini. Dziadek był o ile wiem rosyjskim Żydem, tez z 1880 roku. Brał udział w rosyjsko – japońskiej wojnie w 1905 roku.

        Polubienie

    1. Pani Elżbieto,

      Przeglądam właśnie ksiażkę (kserokopię) The Trzebinia Kehilla, wydaną w Izraelu dzięki Komitetowi Obywateli (Elimelech Gross, Mosze Klagsbald, Pinhas Goldwasser, Abba Winer, Shmuel Kluger) w 1969 roku. W książce jest mnóstwo zdjęć sprzed 1942 roku (jakoś wiadoma). Natknęłam się kilka razy na zdjęcie Józefa Klugera, nie wiem czy chodzi o Pani tatę (na jednym z nich jest w mundurze polskim). Może ma pani możliwość dotarcia do tej książki, jeżeli nie to proszę o mail, wyślę skany zdjęć.
      Z poważaniem
      BGL

      Polubione przez 1 osoba

    1. Pani Basiu, To jest z pewnością mój dziadek. Ja w sumie nie mam pojęcia jak sie pisało jego nazwisko. Ja to tylko pamietam fonetycznie „Perec Rosin”. W końcu ile mogło byc szewców w Trzebini z takim samym nazwiskiem?
      Czy w tej księdze jest podany rok jego urodzin, czy inne ewt. dane?
      Mój ojciec Jozef Kluger był z 1918 roku i przed wojna uczył sie na krawca, nie w samej Trzebini, ale gdzieś w pobliżu, gdzie dojeżdzał pociągiem.
      Pozdrowienia

      Polubienie

      1. Niestety takich informacji nie ma w księgach adresowych. Czasami pojawia się adres.
        Na liście przygotowanej przez Komitet Obywateli Trzebini w Izraelu, dotyczącej ofiar holocaustu, znalazłam informację o rodzinie Peryca Rusina. W 1939 roku liczyła 5 osób w 1945 tylko 1 (tak jak pani pisała).
        Z poważaniem

        BGL

        Polubienie

  4. Pani Vilejko i pani Basiu
    Dziękuje za chęć pomocy w znalezieniu jakiś informacji o rodzinie mojego ojca.
    Niestety, ząb czasu od tamtych nieistniejących już lat, nie pozwolił na wiecej.
    Boże jak szybko można wykreslic ludzi z historii ich życia, a to przecież takie ważne dla historycznej świadomości następnych pokoleń.
    Serdeczne pozdrowienia
    Elzbieta

    Polubienie

    1. Pani Elżbieto, mam podobne odczucia… I też mnie to smuci, jak szybko ludzie przemijają i nie pozostaje po nich żaden ślad… Moje pisanie jest w głównej mierze po to, żeby choć niektórych z nich ocalić od zapomnienia. Jak dobrze, że zdązyłam poznać panią Alinkę!
      Będziemy jeszcze szukać, Basia jest w tym doskonała. W Katowicach jest Archiwum Państwowe, gdzie prawdopodobnie można znaleźć wpisy dotyczące urodzin, zgonów i ślubów członków żydowskich gmin wyznaniowych. Spróbujemy się czegoś dowiedzieć, może Pani też sama spróbowac on-line (jest formularz kontaktowy) – http://www.katowice.ap.gov.pl/p,61,formularz-kontaktowy
      Pozdrawiam serdecznie.

      Polubienie

    2. Dostałam odpowiedź z Archiwum w Katowicach. Mają w swoim zasobie
      m.in. Akta stanu cywilnego Okręgu Bóżniczego w Trzebini z lat 1879–1911,1913. Tam powinniśmy coś znaleźć. Niestety chyba trzeba jechać osobiście, nie robią szczegółowych kwerend na zlecenie. Jak tylko będzie trochę wolnego, może w ferie, postaram się czegoś dowiedzieć o Pani przodkach, bo samą zaczęło mnie to bardzo interesować. Może Basia wybierze się ze mną? 🙂

      Polubienie

  5. Kochane panie!
    Jaka jestem wdzięczna, ze próbujecie mi pomoc.
    Nie zaglądałam na wasza stronę od dobrego miesiąca, bo byłam chora, ale już jest teraz wszystko w porządku.
    Pozdrowienia
    Elzbieta

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s