„Rodzice zgadzają się na wszystko.”

Julek nie od razu odpisał, a Niusia, która teraz dla odmiany zaczęła się podpisywać  „Haneczka” (takie ciągłe zmienianie imienia, choć przecież każde jest zdrobnieniem od Anny, to trochę jak przebieranie się w inne sukienki – ich „randki” to były te listy, a ona chciała chyba za każdym razem wyglądać trochę inaczej; nie wiem, czy dobrze kombinuję, ale tak mi się pomyślało) zaczęła już panikować i myśleć, że „wszystko się rozpadło” i że Julek zupełnie „na nią” zapomniał (co za dziwna składnia – czy tak się kiedyś mówiło? „zapomnieć n a kogoś?). A nie mogło to być zbyt wielkie opóźnienie, bo i ona się usprawiedliwia, że nie odpisała od razu, bo dużo przez ostatnie dwa tygodnie pracowała. Napisała do niego w końcu w niedzielę 6 grudnia 1942 roku i ten list dzieli od poprzedniego zaledwie 17 dni. Ileż zatem mogło być tych „smutnych dni”, które przeżywała czekając na jego odpowiedź? Dwa? Trzy?  Wszystkie zakochane kobiety zachowują się podobnie, niezależnie od czasów, w których przyszło im żyć… W obawie, że może „tam, w Breslau” znalazł sobie inną, Niusia do swojego podpisu dodaje „Twoja wierna”. Żebyś chłopcze pamiętał, że i Ty masz jej dochować wierności!

„                                                                                     Frysztat, 6.12.42

Kochany Julku!

Nie wiedząc co sobie pomyśleć nie otrzymując żadnej wiadomości od Ciebie przeżywałam bardzo smutne dni. Myślałam, że się już wszystko rozpadło, żeś zapomniał na mnie zupełnie. Tak samo Twoi rodzice smucą się, że nie dajesz żadnej wiadomości o sobie. Myśleliśmy nawet, że Cię zamkli. Ostatnio prosiłam Cię w liście, żebyś napisał choć parę słów do swoich rodziców. Ale jakoś nic nie nadchodzi. Dlatego proszę Cię raz jeszcze żebyś nie zapomniał na swoich rodziców.
A teraz daję Ci odpowiedź na list do moich rodziców. Otóż wszystko jest w najlepszym porządku. Rodzice zgadzają się na wszystko. Tylko z weselem musimy zaczekać. Mówią, że teraz jest nieodpowiedni czas na takie rzeczy, Tyś jest tam a ja tu. Cóż znaczy małżeństwo dla dwóch kochających się, gdy po dwóch dniach trzeba się rozłączyć, bo powinność woła i czekać z niecierpliwością aż przyjdzie czas nieprzewidzianego urlopu. Dlatego Julku proszę Cię bądź cierpliwy i z nadzieją na przyszłość żyj tam w obcej krainie z myślą o mnie bo tak samo jak Ty czekam i ja kiedy przyjdzie czas i Bóg połączy nas.
                      Wybacz mi, że zaraz nie odpisałam, ale ostatnie dwa tygodnie    pracowałam na 12 godzin. Wieczorem byłam zmęczona, dlatego poszłam zaraz spać.

 Kończąc zasyłam Ci jak najwięcej pozdrowień

                                                             Twoja wierna

                                                                        Haneczka. „

Do rodziców znowu nie napisał, choć do rodziców Niusi najwyraźniej tak – zapewne prosząc o rękę córki. „Rodzice zgadzają się na wszystko”, a więc tak niewiele brakowało, że mogłabym była mieć dziś cioteczne rodzeństwo – dzieci brata mojej Mamy… Ale do ślubu nie doszło. Czy tylko z tych powodów, o których pisze Niusia w swoim liście? 

Jak zwykle na odwrocie robi dopisek:

„Stracone serce zdeptane w tłumie
O poniewierce zapomnieć umie.
Ja jeszcze czekam i czekam choć z daleka
Że przyjdzie czas kiedy los połączy nas.

Haneczka.”

                                                     

Ten napisany na niebieskim papierze i wysłany w niebieskiej kopercie list jest ostatnim zachowanym listem Niusi Pieczonki do Julka. Nie wiem, czy były jeszcze jakieś, bo przecież z treści tego wynika, że ich ślubne plany były bardzo poważne. Dla mnie już samo to, że t e listy są u nas w domu jest niezwykłe. Jakim cudem tu trafiły? Były przecież wysyłane do Breslau, a Julkowi już nigdy nie miało być dane wrócić do domu na Krakowską. Może dziadek Jan, który tuż po wojnie, jeszcze w 1945 roku zaczął pracować jako kierowca autobusu PKS na trasie Kraków – Wrocław trafił w poszukiwaniu syna pod jego wrocławski adres i ktoś mu przekazał pozostałe po synu rzeczy? To dość prawdopodobne, choć pewności nie będę mieć już nigdy.

4 myśli na temat “„Rodzice zgadzają się na wszystko.”

  1. Możemy sobie tylko wyobrazić, ile było takich par… zakochanych, planujących, myślących o przyszłości… A przyszło im żyć w takich, a nie innych czasach, i niewielu udało się te plany urzeczywistnić.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s